Państwo wydaje ogromne pieniądze, ale ślad tych pieniędzy rwie się w kilkunastu osobnych bazach, PDF-ach i rejestrach, których nikt nie potrafi zestawić w całość. Na same tylko zamówienia udzielane na podstawie ustawy Prawo zamówień publicznych poszło w 2023 roku blisko 280 mld zł — około 8,2% polskiego PKB — w blisko 157 tysiącach postępowań (Sprawozdanie Prezesa UZP za 2023 r.). To pieniądze, którymi rządzą urzędy, spółki komunalne i ministerstwa w imieniu podatników — a mimo to obywatel, dziennikarz czy właściciel małej firmy, który chciałby prześledzić, kto, komu i za co z tej kasy zapłacił, musi obchodzić dziesiątki źródeł naraz. Rada Krajowa Partii Razem już w 2018 roku zaproponowała proste domknięcie tej luki: centralny system zamówień publicznych oraz rejestr wydatków publicznych online — jedno, jawne miejsce, w którym publiczny wydatek daje się wyszukać, porównać i sprawdzić.
Problem: publiczne pieniądze bez publicznego śladu
Skala zamówień publicznych jest w Polsce większa, niż podpowiada codzienne wyobrażenie o „przetargach". Kwota bliska 280 mld zł dotyczy wyłącznie zamówień udzielonych w reżimie ustawy; cały rynek, razem z wydatkami zwolnionymi z jej stosowania, jest jeszcze wyższy. Za tymi liczbami stoi codzienna praktyka: budowa drogi, zakup tomografu dla szpitala, umowa na sprzątanie urzędu, licencja na oprogramowanie. Każda z tych transakcji jest gdzieś udokumentowana, ale ta dokumentacja jest rozproszona — inne dane trzyma platforma e-Zamówienia, inne biuletyny informacji publicznej poszczególnych gmin, jeszcze inne sprawozdania budżetowe. Zebranie z tego spójnego obrazu wymaga czasu, wiedzy i narzędzi, których zwykły obywatel nie ma.
Rozproszenie danych ma wymierną cenę, i to nie tylko w postaci utrudnionej kontroli obywatelskiej. Widać ją w konkurencji o same zamówienia. Według danych Urzędu Zamówień Publicznych w 2024 roku na jedno postępowanie przypadało średnio zaledwie 2,89 oferty — więcej niż 2,63 rok wcześniej, ale wciąż niepokojąco blisko granicy, poniżej której o zamówieniu w praktyce decyduje pojedynczy oferent (UZP, dane statystyczne za IV kw. 2024 r.). Tam, gdzie do przetargu staje jedna albo dwie firmy, zamawiający traci możliwość realnego porównania cen, a pieniądz publiczny wydawany jest drożej, niż musiałby być. Słaba konkurencja i słaba przejrzystość napędzają się nawzajem: firma, która nie wie, że przetarg w ogóle się toczy albo nie potrafi przebić się przez formalności, po prostu nie składa oferty.
Ten problem nie jest wyłącznie polski, ale skala rozproszenia danych jest w Europie regułą, nie wyjątkiem. Analiza Open Contracting Partnership dotycząca reformy unijnego rynku zamówień pokazuje, że na poziomie UE widoczne jest w otwartych danych tylko około 20% wydatków na zamówienia, podczas gdy mniej więcej 80% aktywności zakupowej — te mniejsze, „podprogowe" zamówienia — pozostaje rozdrobnione i słabo udokumentowane; zaledwie około 60% państw członkowskich publikuje jakiekolwiek dane o zamówieniach poniżej progów unijnych jako otwarte dane (Open Contracting Partnership, 2026). Właśnie w tej podprogowej szarej strefie — drobniejszych zleceniach, o które najczęściej mogłyby powalczyć małe firmy — brak jawności boli najbardziej.
Jawność jako narzędzie konkurencji i otwarte drzwi dla mniejszych firm
Jawność wydatków to infrastruktura uczciwszego i tańszego rynku zamówień. Kiedy dane o kontraktach są publikowane w jednym, ustrukturyzowanym formacie, przestają być własnością wtajemniczonych: może je przeszukać dziennikarz, organizacja strażnicza, konkurencyjna firma i sam urzędnik szukający wzorca cenowego. Międzynarodowym standardem takiej publikacji jest Open Contracting Data Standard, wspólny model danych obejmujący wszystkie etapy zamówienia — od planowania, przez rozstrzygnięcie, po realizację umowy (standard.open-contracting.org). Chodzi o to, by dane dało się porównywać między urzędami i w czasie, a nie odczytywać ręcznie z tysięcy osobnych ogłoszeń.
Doświadczenie krajów, które taką jawność wdrożyły, jest jednoznaczne co do kierunku. Open Contracting Partnership zebrała dowody na to, że otwarcie danych o zamówieniach zwiększa konkurencję i obniża ceny: po reformie ukraińskiego systemu Prozorro liczba unikalnych dostawców wzrosła o 45%, a 75% małych i średnich firm startujących w przetargach wygrało w 2017 roku co najmniej jedno zamówienie; placówki ochrony zdrowia korzystające z centralnego systemu e-zamówień oszczędzały średnio 15%, a tam, gdzie stawały trzy firmy lub więcej — nawet 35% (Open Contracting Partnership — evidence). To nie jest przypadek jednego kraju: przywoływane w tych zestawieniach badania Banku Światowego wiążą przejrzyste systemy zamówień z wyższym udziałem małych i średnich przedsiębiorstw w przetargach oraz z niższym poziomem korupcji.
Dla mniejszej firmy jawny, jeden system to obniżenie progu wejścia. Przedsiębiorca, który nie ma działu prawnego ani etatowego specjalisty od przetargów, traci dziś czas i pieniądze już na samym odnajdywaniu ogłoszeń rozsypanych po dziesiątkach platform. Centralny system zamówień i publiczny rejestr wydatków ustawiają grę na korzyść tych, którzy mają dobrą ofertę, a niekoniecznie najlepszych znajomości w urzędzie. To jest dokładnie ten mechanizm, o który chodziło Radzie Krajowej Razem, gdy wiązała przejrzystość z ułatwieniem dla małych i średnich przedsiębiorstw: mniejsza firma nie potrzebuje przywileju, tylko równego i czytelnego dostępu do informacji, kto ogłasza zamówienie i na jakich warunkach.
Co proponuje Razem
Postulat jest w kanonie Razem od dawna i sformułowany precyzyjnie. W stanowisku Rady Krajowej ws. cyfryzacji z 2 maja 2018 roku, w części o usprawnianiu administracji, brzmi on wprost:
Wprowadzimy centralny system zamówień publicznych oraz rejestr wydatków publicznych online zwiększające przejrzystość i ułatwiające starania małych i średnich przedsiębiorstw o zamówienia publiczne.— Partia Razem, Stanowisko ws. cyfryzacji (Rada Krajowa, 2 maja 2018), rozdz. „Administracja, nie biurokracja”, pkt 1, partiarazem.pl
Warto zwrócić uwagę na dwa człony tej propozycji, bo odpowiadają na dwa różne braki. Centralny system zamówień publicznych porządkuje stronę zakupową państwa — jedno miejsce, w którym ogłasza się przetargi i prowadzi postępowania, zamiast dzisiejszej mozaiki platform i biuletynów. Rejestr wydatków publicznych online idzie o krok dalej i obejmuje nie tylko samą procedurę przetargową, ale to, na co realnie płynie publiczny pieniądz — tak, by wydatek dało się prześledzić od decyzji do wypłaty. Razem konsekwentnie trzyma to sformułowanie w tej postaci; nie chodzi o wąski „rejestr umów" jednego typu, lecz o jawny, przeszukiwalny obraz wydatkowania jako takiego.
Za postulatem stoi ta sama diagnoza, którą Razem stosuje do finansów publicznych w ogóle: pieniądz zebrany od wszystkich powinien być wydawany w sposób, który wszyscy mogą skontrolować. Jawność zamówień i wydatków spełnia tu podwójną funkcję — utrudnia marnotrawstwo i ustawianie przetargów pod z góry wybranego wykonawcę, a jednocześnie otwiera rynek zamówień dla mniejszych firm, które dziś odbijają się od jego nieprzejrzystości. To domyka po stronie państwa dokładnie tę logikę, którą po stronie gospodarki opisujemy w siostrzanym serwisie Razem dla gospodarki: finanse publiczne prowadzone jawnie, w interesie ogółu, a nie wąskiej grupy dostawców z dobrymi dojściami. Bliższe temu tematy — o kosztach klasy politycznej i o tym, jak pilnować publicznego grosza — zbieramy w dziale jawne państwo.
Źródła i dalsza lektura
- Partia Razem — Stanowisko ws. cyfryzacji (Rada Krajowa, 2 maja 2018)
- Urząd Zamówień Publicznych — Sprawozdanie Prezesa UZP z funkcjonowania systemu zamówień publicznych w 2023 r.
- Urząd Zamówień Publicznych — dane statystyczne rynku zamówień publicznych po IV kwartale 2024 r.
- Open Contracting Partnership — Evidence (wpływ jawności zamówień na konkurencję, MŚP i oszczędności)
- Open Contracting Partnership — A smarter single market: why transparency and data must drive EU procurement reform (2026)
- Open Contracting Data Standard (OCDS)
- Razem dla gospodarki — jawność finansów publicznych
