Państwowy system informacji prawnej: bezpłatny dostęp do aktów i orzecznictwa dla każdego

Prawo obowiązuje każdego, ale wygodny dostęp do jego aktualnego brzmienia i do wyroków sądów bywa w Polsce realnie płatny — schowany za abonamentem komercyjnych baz. ISAP daje bezpłatne teksty ujednolicone, orzecznictwo jest jednak rozsypane po osobnych portalach. Razem chce jednego publicznego systemu informacji prawnej dostępnego dla wszystkich.

Rzędy oprawnych tomów z przepisami i komentarzami na półkach biblioteki prawniczej.

Prawo obowiązuje każdego z nas w równym stopniu, ale realny dostęp do jego aktualnego brzmienia — i do tego, jak orzekają na jego podstawie sądy — bywa w Polsce przywilejem tych, których stać na komercyjną bazę. Państwo rzetelnie ogłasza ustawy, tyle że nie podaje ich w formie, z której zwykły obywatel łatwo skorzysta: ujednoliconej, przeszukiwalnej, powiązanej z orzecznictwem. Partia Razem chce, żeby taki dostęp był publiczny, bezpłatny i wygodny — dla każdego, a nie tylko dla kancelarii z wykupionym abonamentem.

Prawo jest jawne, dostęp do niego bywa płatny

Ustawa zaczyna obowiązywać dopiero po ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw, dziś w wersji elektronicznej na rządowym Dzienniku Ustaw. To jednak wersja „ogłoszona" — brzmienie z dnia publikacji, zamrożone w czasie. Przepis tymczasem żyje: kolejne nowelizacje dopisują, skreślają i zmieniają poszczególne jednostki, więc żeby wiedzieć, jak ustawa brzmi naprawdę dzisiaj, trzeba albo samodzielnie prześledzić wszystkie zmiany od dnia ogłoszenia, albo sięgnąć po tekst ujednolicony, w którym ktoś te poprawki już naniósł.

Państwo taki tekst udostępnia, i to za darmo — w Internetowym Systemie Aktów Prawnych (ISAP), prowadzonym przez Ośrodek Informatyki Kancelarii Sejmu. ISAP zawiera pełne teksty aktów z Dziennika Ustaw (od 1918 r.) i Monitora Polskiego wraz z wersjami ujednoliconymi (opis systemu — Wikipedia). Ma jednak dwa ograniczenia. Po pierwsze, sam zastrzega, że nie jest źródłem prawa, a Kancelaria Sejmu nie odpowiada za skutki korzystania z jego treści — tekst ujednolicony to pomoc redakcyjna, a nie akt urzędowy (od oficjalnego tekstu jednolitego, ogłaszanego przez Marszałka Sejmu, różni go właśnie brak mocy urzędowej). Po drugie, interfejs i sposób wyszukiwania są pomyślane raczej dla kogoś, kto wie, czego szuka, niż dla obywatela, który dopiero próbuje ustalić swoje prawa.

Druga połowa realnego dostępu do prawa to orzecznictwo — bez niego suchy przepis mówi mało, bo o jego znaczeniu przesądza to, jak czytają go sądy. Tu rozproszenie jest jeszcze większe. Wyroki sądów powszechnych trafiają do Portalu Orzeczeń Sądów Powszechnych Ministerstwa Sprawiedliwości, ale publikacja jest wybiórcza i nierówna między sądami. Orzeczenia sądów administracyjnych zbiera Centralna Baza Orzeczeń Sądów Administracyjnych (CBOSA) — ponad 641 tys. rozstrzygnięć NSA i wojewódzkich sądów administracyjnych od 2004 r., ale z zastrzeżeniem, że zbiór ma charakter wyłącznie informacyjny i jest zanonimizowany. Sąd Najwyższy prowadzi własną bazę orzeczeń, Trybunał Konstytucyjny kolejną. Każdy z tych portali to osobna wyspa: inna wyszukiwarka, inny zakres, inne zasady. Obywatel, który chce po prostu dowiedzieć się, „co mówi przepis i jak rozumieją go sądy", musi obskoczyć kilka niepowiązanych ze sobą serwisów i samodzielnie posklejać obraz.

W tej luce — między bezpłatnym, lecz surowym ISAP-em a rozsypanym orzecznictwem — wyrosły komercyjne systemy informacji prawnej: LEX wydawnictwa Wolters Kluwer i Legalis wydawnictwa C.H. Beck. Ich przewaga polega właśnie na złożeniu tego, co państwo rozdzieliło: ujednolicony tekst ustawy na wybrany dzień, podlinkowane do niego wyroki, komentarze i powiązania między aktami — wszystko w jednym, dopracowanym narzędziu. Właśnie dlatego stały się branżowym standardem w kancelariach, sądach i na uczelniach.

Dane poglądowe. Systemy takie jak LEX i Legalis działają w modelu odpłatnym, abonamentowym; cena zależy od wybranych modułów i typu licencji (indywidualna, kancelaryjna, instytucjonalna) i nie jest jednolicie publikowana, dlatego mówimy o niej ogólnie, bez podawania konkretnych kwot.

Wynik jest klasowo czytelny. Prawnik z opłaconym dostępem dostaje aktualne prawo z orzecznictwem podane w wygodnej formie; obywatel bez abonamentu albo dłuba samodzielnie po kilku publicznych portalach, albo płaci za wygodę, na którą nie każdego stać. Prawo pozostaje formalnie jawne, ale komfort korzystania z niego bywa realnie za opłatą.

Prawo jako dobro wspólne

Rozwiązanie nie wymaga rewolucji technologicznej, bo państwo już wytwarza cały surowiec. Teksty aktów są redagowane i publikowane, każdy akt ma dziś europejski identyfikator ELI, a dostęp maszynowy zapewniają publiczne interfejsy (api.sejm.gov.pl oraz eli.gov.pl). Co więcej, polski system ELI udostępnia akty od 1918 r. w kilku wersjach naraz — ogłoszonej, jednolitej i ujednoliconej — oraz w formatach nadających się do przetwarzania. Innymi słowy: państwo trzyma już w rękach uporządkowane, opisane metadanymi teksty prawa. Brakuje jednej decyzji: żeby złożyć te elementy w jeden publiczny, wygodny system — zintegrowany z orzecznictwem wszystkich rodzajów sądów, z porządną wyszukiwarką pełnotekstową i ze stabilnymi, cytowalnymi odnośnikami, których nie trzeba kupować. Koszt takiego przedsięwzięcia jest przy tym marginalny wobec efektu, skoro dane i tak są zbierane w ramach zadań publicznych — dokłada się głównie warstwę porządnego dostępu.

Kierunek jest zgodny z europejskim standardem otwierania danych publicznych. Unijna dyrektywa 2019/1024 o otwartych danych ustanawia zasadę, że dokumenty sektora publicznego powinny być udostępniane w otwartych, maszynowo-odczytywalnych formatach i co do zasady bezpłatnie do ponownego wykorzystania. To część szerszego ruchu open government data — traktowania informacji wytworzonej przez państwo za publiczne pieniądze jak wspólnego zasobu, a nie towaru. Prawo jest tego zasobu przypadkiem podręcznikowym: powstaje w instytucjach publicznych, wiąże wszystkich obywateli, więc powinno być dla wszystkich tak samo dostępne. Że da się to zrobić dobrze, pokazują urzędowe, bezpłatne bazy prawa jak unijny EUR-Lex czy krajowe portale legislacyjne w innych państwach; w Polsce istnieje już centralny portal dane.gov.pl, którego logikę można rozciągnąć na akty i orzecznictwo.

Praktycznie zmieniłoby to sytuację ludzi, dla których dziś prawo jest teoretycznie jawne, a faktycznie odległe: najemcy sprawdzającego, co wolno właścicielowi, drobnego przedsiębiorcy czytającego przepisy podatkowe, związkowca, studenta, dziennikarki weryfikującej stan prawny. Państwo prawa zakłada, że prawo jest poznawalne dla obywatela bez pośrednika i bez opłaty — publiczny system informacji prawnej byłby narzędziem, które tę zasadę urzeczywistnia zamiast zostawiać ją na papierze.

Co proponuje Razem

W programie z 2025 r. Razem stawia ten postulat wprost, jako element rozdziału o uczciwej polityce:

Wprowadzimy państwowy system informacji prawnej z bezpłatnym, wygodnym dostępem do aktów prawnych i orzecznictwa polskich sądów dla każdego obywatela.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Uczciwa polityka”, pkt 11, partiarazem.pl

Postulat trzyma się trzech rozstrzygnięć. Jest państwowy, bo dostępu do prawa nie powinien pośredniczyć rynek — to zadanie instytucji publicznej, a nie usługa dla płacących. Ma być bezpłatny i zarazem wygodny, bo darmowy, lecz nieporęczny ISAP i wygodny, lecz płatny LEX to dziś dwie połowy jednej całości, którą trzeba wreszcie złożyć: aktualne teksty ujednolicone z historią zmian i podpięte do nich orzecznictwo wszystkich sądów, w jednej przeszukiwarce. Ma wreszcie obejmować każdego obywatela, bez logowania instytucjonalnego, abonamentu ani progu dostępu. Postulat wpisuje się w szerszą linię działu o uczciwej polityce: państwo, które działa w świetle i jest rozliczalne wobec obywateli, musi najpierw pozwolić im poznać reguły, według których samo działa.

Ta sama zasada — że wiedza wytworzona ze środków publicznych powinna być publicznie dostępna — łączy dostęp do prawa z otwartym dostępem do wyników badań naukowych. Prawo i nauka to dwa zasoby, które państwo współtworzy za wspólne pieniądze i które zbyt często zamyka się za opłatą pośredników. O tym, dlaczego publiczna wiedza powinna być dobrem wspólnym, a nie prywatnym towarem, piszemy w siostrzanym serwisie Razem dla nauki — logika jest wspólna: co powstało za publiczne środki, powinno wracać do obywateli bez rogatki.

Źródła i dalsza lektura